[Powieść jeszcze bez tytułu] – cz. 3

Rozdział III:
Plado spędził dużo czasu w bibliotece. Przeglądał kolejne księgi z nadzieją że w końcu coś znajdzie, jednakże jego poszukiwania w większości były bez żadnego użytku. Sprawdzał kolejne książki – znalazł informacje o kilku różnych chorobach, ale żadna z nich nie przypominała w ogóle tego z czym się spotkał. Starał się znaleźć cokolwiek, jednak liczba książek o medycynie była bardzo ograniczona. Nie mógł nic znaleźć. Aktualnie siedział przy małym stole w kącie, wśród wielu regałów, jednocześnie czytając. Po chwili usłyszał jakby coś wypadło mu z kieszeni, więc szybko sprawdził co to jest. Gdy już spojrzał na ziemię zauważył tam tylko okrągły amulet wykonany z brązu który miał na sobie jakieś tajemnicze symbole. Nie przypominał sobie żeby cokolwiek takiego kiedykolwiek posiadał. Skąd mogło się tu wziąć? Przyjrzał się jeszcze raz podłodze – nie było tam niczego innego. Był także święcie przekonany że na pewno coś wypadło mu z kieszeni. Był nieco skołowany. Po chwili namysłu postanowił wziąć amulet ze sobą. Później go odda, gdy tylko dowie się do kogo może należeć. Po tym jak włożył swoją nową zdobycz do swojej kieszeni, poszedł odnieść książki na miejsce, przy okazji spróbował rozejrzeć się za tym kto zgubił amulet. Nie mógł nikogo znaleźć. Był całkiem sam w bibliotece. Westchnął, zabrało mu to tak dużo czasu. Nie było nadziei. Postanowił wyjść z biblioteki. Spojrzał na niebo. Słońce powoli już zachodziło na horyzoncie. Po ulicach chodziło wiele osób, a on starał się zachować w miarę duży dystans od nich, podczas gdy powoli wracał do swojego domu. Przechodził na skróty, koło bramy do miasta. Gdy usłyszał wołanie. – Hej spójrzcie! Spójrzcie To nadchodzi! To Nadchodzi! Zamknąć bramy! – przyjrzał się tego co widział przy bramie. Niedaleko od bramy na polach widział ogromną czarną chmurę, ciemną niczym noc, poruszała się bardzo powoli, trudno jednak było powiedzieć w którą stronę, wydawało się jakby próbowała iść w każdym kierunku jaki tylko by mogła. Plado wpatrywał się przed siebie. Słyszał opowieści o czymś takim. Ponoć takie coś może zabić człowieka w parę sekund, przez jedną chwilę niepewności, ale jeśli przejdzie się przez nią… ponoć twoje życzenia zostaną spełnione… Słyszał o tym opowieści, tylko niektórym udało się przeżyć. Wiedział że niedługo zamkną bramy, ludzie bali się tego co może nastąpić. Nie wiedział co zrobić.
Nagle, po prostu zaczął biec w stronę ciemnej mgły, tak szybko jak tylko mógł, sam nie wiedząc czemu, po prostu czuł że tak będzie lepiej. Chciał pomóc ludziom, i myślał że to jedyny sposób w jaki mógłby to zrobić. Nabierał prędkości, słyszał wołania za nim, już był blisko wkroczenia do Ciemności… gdyby nie to że sama Ciemność zaczęła uciekać. Pędził tak bardzo jak mógł aby się zbliżyć, jednakże oddalał się bardziej i bardziej. Gdy w końcu się zatrzymał, słońce już prawie całkiem zaszło. Zatrzymał się żeby złapać oddech. Był wyczerpany. Nigdy wcześniej nie musiał aż tak bardzo biegać w całym swoim życiu. Gdy już nieco odetchnął rozejrzał się – znajdował się wśród jakiś wzgórz… jego domu nie było na horyzoncie, jedyne co widział to jakiś las który przed nim się znajdował oraz… Ciemność. Była kilka wzgórz oddalona od niego, wpatrywała się w niego. Tak przynajmniej chłopakowi się wydawało, pomimo tego że nie był nawet pewien czy to coś może patrzeć.
– Teraz nie ma odwrotu… – pomyślał. – Uciekłem, chcąc wszystkim pomóc… i teraz muszę tylko złapać to coś. – Na razie jednak miał nieco inne zmartwienie – musiał zanleźć jakieś źródło ciepła na noc. Jego podróż się zaczęła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s